środa, 5 listopada 2014

Wywołany do tablicy...

Tytuł żartobliwy ponieważ zaproszenie to było, nie wezwanie. Zaproszenie do przeczytania wycinka moich wierszy podczas oficjalnego otwarcia siedziby Centrum Integracji Społecznej w Gminie Pobiedziska, które odbyło się 29 września 2014. Z inicjatywy dyrektora przygotowaliśmy wspólnie dwa ciekawe projekty, mające wykroczyć poza standardowe spotkanie z nudnymi wypowiedziami w roli głównej.
Pierwszy pomysł obejmował nakręcenie reportażu o CIS i ludziach z nim związanych. Projekt bardzo fajny, lecz jak się prędko okazało, niełatwy w realizacji. Ludzie pracujący w Centrum, szczególnie uczestnicy zajęć, niechętnie się z tym obnoszą, a już na pewno nie marzą o tym, by chwalić się wszem i wobec. Nie do końca to rozumiem dlaczego, ponieważ nic w tym złego ani wstydliwego. Wstydem jest kraść, krzywdzić ludzi i kilka innych rzeczy. Praca nad sobą i walka o swoje życie powinna budzić uznanie.

Założeniem projektu było ukazanie uczestników nie tylko jako takich, którym coś się w życiu nie udało i teraz muszą walczyć o każdy grosz na kromkę chleba. Chodziło o pokazanie, że wielu z nas dostrzega znacznie szersze horyzonty, posiada wiele zainteresowań i myśli o życiu perspektywicznie. Wszak jesteśmy ludźmi a nie wołami, czy inną tanią siłą roboczą. Poza tym fakt, że życie nasze ułożyło się tak, a nie inaczej, nie oznacza dla nas końca świata. Wręcz przeciwnie, przy własnym zaangażowaniu i niewielkiej pomocy z zewnątrz możemy dopiero wystartować.

Osobiście mam wiele zastrzeżeń do artykułu z Biuletynu Pobiedziskiego, który ukazał nas poniekąd jako bandę wykolejeńców, którym można pomóc głównie przez zaprzężenie ich do pracy. Owszem, jest ona jedną z większych wartości w dzisiejszym świecie, jednak nie tylko z niej składa się życie. Każdy z nas ma inną historię i to właśnie jej znajomość może pomóc Centrum Integracji Społecznej w znalezieniu sposobu na indywidualną pomoc dla każdego. Wszak integracja nie polega jedynie na zapewnieniu odpracowanego minimum socjalnego przez okres jednego roku...

W związku z tym, że pozostali uczestnicy biorący udział w otwarciu, nie mieli ochoty na więcej niż obecność i tylko jeden kolega wspomniał w reportażu o swoich zainteresowaniach, przed szereg wystąpiłem solo. Na szczęście nie całkiem, gdyż znalazłem wsparcie w koleżance Paulinie, która zechciała akompaniować mi na gitarze. Ponadto zaśpiewała utwór w języku hebrajskim, co w połączeniu z dwoma moimi (struga i pozory) wniosło nieco świeżego powiewu do tego spotkania. Sądzę, że przynajmniej częściowo udało nam się uzyskać zaplanowany wraz z dyrektorem efekt.

Dla mnie doświadczenie było tym ciekawsze, że dotąd zdarzało mnie się prezentować swoją twórczość jedynie osobom związanym z poezją. Ponadto, końcowa prośba koleżanki Pauliny o autograf zaskoczyła mnie totalnie, a zapewniam, że niełatwo to uzyskać...
 
 
texte par Raphaël
photo: Piotr Ruciak
merci spécial à Paulina Bisior et Przemysław Jaworski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz