wtorek, 10 kwietnia 2012

Świnia z morza...

    W zasadzie moja przygoda ze zwierzętami zaczęła się właśnie od tych stworzeń. Poprzedzały ją kiedyś chomiki ale o nich kiedy indziej... Świnka była pierwszym stworkiem, którym samodzielnie, świadomie się zajmowałem. Owszem rodzice pomagali, ale moja świadomość obowiązku była już dość mocno rozwinięta. Sądzę, że po latach raczej nie mogliby mnie zarzucić zaniedbań w tym temacie. Pierwsze prosie nosiło imię Kuba. Najmądrzejszy ze wszystkich jakie miałem i znałem, był niemal jak mały piesek. Później dołączył Wicek, który znudził się koledze. Tu zaczął się mały dylemat, gdyż Kuba przejawiał zapędy homoseksualne. Udaliśmy się kiedyś do weterynarza, który oznajmił, że Wicek jest Kasią. Trzecia, zdaje się ostatnia była biała dama z czarnym nosem -Pysia. Zdjęcia poniżej (sztuk pięć) są pożyczone:
    Dość ciekawą historię miała koleżanka, która kupiła świnkę dla mamy. Dorodny, zdrowy okaz o sporym apetycie (nawet jak na świnkę). Zdziwienie nastąpiło pewnego ranka, gdy okazało się, że są trzy. Prosię było brzemienne i się okociło. Wyglądało tak:
W sieci znalazłem cztery dość interesujące strony na temat:
- świnkowa strona
- wszystko o świnkach
- chlewik
- najwspanialsze gryzonie

2 komentarze:

  1. Są przesłodkie:) Mi jak byłam mała mama też kiedyś kupiła świnkę...5 in 1

    OdpowiedzUsuń

Oferta