piątek, 21 lutego 2014

Samochody PRL-u...

Był taki okres w dziejach polskiej motoryzacji, gdy samochód stanowił dobro luksusowe. Niedostępne dla każdego. Nawet, gdy kogoś było nań stać, to problem pojawiał się w momencie chęci zakupu. Do dyspozycji pozostawały głównie giełdy samochodowe, a nowe pojazdy sprzedawane były głównie w systemie przedpłat. Ponadto, co dziś wydaje się absurdalne, szczęśliwy posiadacz nowego auta mógł przykładowo jeździć nim przez rok, po czym od ręki sprzedać go drożej niż wynosiła cena nowego, z Polmozbytu. Wynikało to ze słabej dostępności tego dobra na czterech kołach.

Na drogach i parkingach w przeważającej większości spotkać można było pojazdy z tzw. bloku socjalistycznego, a i tak nie każdy model przeznaczony był dla przysłowiowego Kowalskiego. Dostępne u nas pojazdy zagraniczne produkowano głównie w ZSRR, Czechosłowacji, Jugosławii, Rumunii i NRD. Niekiedy były to również wybrane, licencyjne modele włoskiego Fiata. Na tym zasadniczo kończyła się oferta na polskim rynku. Mało kto w czasach PRL-u dyskutował o nowinkach technicznych, wyposażeniu, jakości wykonania, a nawet paleta barw danego modelu była mocno ograniczona. Każdy cieszył się tym, co udało mu się kupić i tyle.

Po tym pięknym, z perspektywy czasu egzotycznym okresie nastąpiło w społeczeństwie zachłyśnięcie dostępną motoryzacją zachodnią. Rynek stał się znacznie bogatszy, a jedynym ograniczeniem zaczęła się stawać zasobność portfela. Tym oto sposobem, tak kiedyś wyczekiwane i kochane Maluchy, Fiaty czy Syreny stały się obiektami żartów. Wiele osób odwróciło od produktów pamiętających czasy PRL-u i zwróciło się ku nowoczesności. Tym samym w dość szybkim tempie motoryzacja z tamtego okresu odeszła w zapomnienie. Coraz częściej, można ją było łatwiej spotkać na złomowisku niż na ulicy.

...

Gdy pojazdy pokroju Dacii 1300, Trabanta czy Łady 1200 znikły praktycznie z naszych dróg, w społeczeństwie zaczął budzić się sentyment. Nastąpił kolejny przełom, po którym samochody tego typu zaczęły być podziwiane lub co najmniej wzbudzać zainteresowanie. W chwili obecnej spotkanie któregokolwiek z aut PRL-u wzbudza coraz większą sensację. Coraz więcej pism i stron motoryzacyjnych powraca do tematyki w tamtego okresu. Rodzą się kolejni pasjonaci, kolekcjonerzy i poszukiwacze dawnej motoryzacji. Na rynku pojawiają się również wydawnictwa jej poświęcone. Dwa z nich znalazłem w bibliotece mego ojca.
...

Jedna z nich, autorstwa Włodzimierza Bukowskiego, skupia się na rodzimych konstrukcjach. Opisuje ona zarówno auta osobowe jak i ciężarowe, a nawet autobusy, przyczepy, prototypy i pojazdy wojskowe. Druga, kilku autorów, skupia się głównie na osobówkach rozwijając przy tym temat samochodów zagranicznych. Zahacza również o cztery modele motocykli i tyleż prototypów. Która z nich jest lepsza oceniać nie będę. W dziedzinie polskiej motoryzacji znacznie pełniejsza jest pierwsza. Druga traktuje ją bardziej ogólnikowo, jednak rozszerza temat o produkty pochodzące z państw demoludów. Osobom zainteresowanym poleciłbym obie jako pozycje wzajemnie się uzupełniające.

 ... ... ... ... ... ...
Samochody PRLu
Włodzimierz Bukowski
Dom Wydawniczy Księży Młyn
Łódź, 2009

Ikony Polskiej Motoryzacji, Samochody w PRL-u
Cezary Krysiuk, Andrzej Kulesza, Piotr Malawko,
Piotr Pawlak, Bartosz Sienkiewicz, Patryk Szlassa,
Bartosz Zakrzewski, Mariusz Zbyszyński
Wydawnictwo SBM Sp. z o.o.
Warszawa, 2012

Na koniec ciekawostka. Podczas lektury w jednej z książek natknąłem się na paragon. Obie zostały zakupione 18 lipca 2012 roku w cenie 59,90 i 24,95 złotych. W sumie sporo. Wszelkie zawarte w nich informacje (a może nawet więcej) można zapewne znaleźć za darmo w internecie. Pojawia się jednak pewne ale... Po pierwsze, nie każdy z niego korzysta. Po drugie, wydawnictwa papierowego nie da się zastąpić, co nie ukrywam, bardzo mnie cieszy.
texte et photo par Raphaël

2 komentarze:

  1. Witam.
    Dziękuję za ciepłe słowa pod adresem mojej książki.
    Początki mojej fascynacji polska motoryzacją można znaleźć na stronie www.polska-motoryzacja.prv.pl na którą zapraszam.

    Pozdrawiam

    Włodzimierz Bukowski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odwiedzin i komentarza samego autora książki kompletnie się nie spodziewałem. Dziękuję, czuję się zaszczycony. Pańską stronę znam chyba od lat jeszcze dziewięćdziesiątych, choć mgę się mylić. Przede wszystkim gratuluję jednak publikacji papierowej, która ma w naszej domowej bibliotce swoje stałe miejsce na półce.

      Pozdrawiam
      Rafał Ratyński

      Usuń