niedziela, 23 lutego 2014

Wieża ciśnień w Gnieźnie...

Przechadzając się (ostatnio dość często) po Gnieźnie natknąłem się na bardzo ładną wieżę ciśnień. Niestety w pogoni za wrażeniami natury egzystencjalnej zawsze brakowało mnie czasu, by włączyć w to wszystko bliższe spotkanie z tą interesującą budowlą. Nie ukrywam, że nieco mnie tego brakowało, gdyż czułem, że może ona dać mnie kolejną odrobinę radości, którymi obecnie się krzepię. Życie jednak nie jest takie proste. Ciągle byłem gdzieś z kimś umówiony, a wieża pozostawała w odległości kilkudziesięciu metrów czekając cierpliwie, aż znajdę dla niej czas, miast przechodzić pospiesznie obok.
W końcu jednak się udało i wygospodarowałem niecałą godzinę, by móc znaleźć się u jej stóp. Od dawna fascynował mnie jej wygląd. Nie jest bardzo wysoka, strzelista, a raczej zwarta i pękata. Ponadto bardzo ładnie utrzymana, co w przypadku budynków tego typu wcale nie jest oczywiste. Solidna cegła nie nosi śladów zużycia i ogólnie, całość bardzo dobrze się trzyma. W roku 2008 doczekała się remontu dachu, którego poszycie zewnętrzne wykonano z blachy cynkowo-tytanowej. Cała konstrukcja wzniesiona została w roku 1888 podczas bardzo intensywnych prac związanych z powstawaniem nowego wodociągu. Wtedy zbudowano również studnię głębinową, stację uzdatniania (a konkretnie napowietrzalnię i filtr powolny), pompownię i rurociąg wody do śródmieścia. O szczegółach tej inwestycji przeczytać można tutaj >>.

Mnie bardziej interesował bliższy kontakt z wieżą. W tym celu udałem się na ulicę Żwirka i Wigury, gdzie pod numerem 29 znajduje się wejście. W czasach, gdy powstała ta ślicznotka były to peryferie Gniezna. Do dnia dzisiejszego granice administracyjne znacznie się rozszerzyły i można mówić o centrum. Pieszo na rynek, czy do katedry zachodzę stąd w kwadrans.
Przeszedłem przez furtkę, pokonałem kilka stopni i znalazłem się u podnóża. Z uwagą obszedłem wieżę dookoła, obejrzałem ją, po czym udałem się do środka. Na parterze znajduje się obecnie sklep z bronią (i o ile się nie mylę, studio tatuażu). Na górę prowadzą wąskie, drewniane schody. 
Trzy piętra zagospodarowane są na mieszkania. Ponoć górne zasiedla właściciel prywatny, a pierwsze i drugie są wynajęte. Pewności jednak nie mam, gdyż nie interesuje mnie to do tego stopnia, by przeprowadzać szczegółowe śledztwo. Najważniejsze, że budowla jest zadbana i ma się dobrze. To bardzo cieszy moje oko. Ponadto budynek jest wpisany do rejestru zabytków, co zwiększa jego szanse na przetrwanie. Gdy wyszedłem, zrobiłem drugą rundkę dookoła, a następnie się pożegnałem. Po lewej stronie, z zewnątrz, znajduje się także wejście do jakiegoś salonu urody.
  
  
 
 
 
  
texte et photo par Raphaël

4 komentarze:

  1. O jaaa :)
    Suuuper :)
    Dobrze, ze zadbana i wykorzystana. Też bym chciała mieszkac w wieży.
    Ale uroku tamtej wieży nie przebija ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda inna i każda ma swój urok. Tak ciekawiej jest.

      Usuń
  2. Sliczna ta wiezyczka i jak pieknie ja opisales, z wielkiem sentymentem i dokladnoscia. To dobrze, ze ktos o nia zadbal i przetrwa. Wiesz, moja corka z zieciem tez kupili bardzo stary, bo az 333-letni dom, bardzo zaniedbany, zamieszkaly przez dziesiatki golebi, bo szyby w oknych byly powybijane, dlatego sie tam zadomowily. Wiele pracy i serca wlozyli w renowacje, maz tez im pomagal, ja zorganizowalam firme , ktora uporzadkowala po golebiach i inna, ktora zrobila nowy dach. Mozna by powiedziec, ze dokonali cudu, ze doprowadzili go do mieszkalnego stanu, bo sami mieszkaja na gorze, a dol wynajmuja, tak ja w "Twojej" wiezyczce. Piekne i stare budyki powinny bac odnawiane, aby przetrwaly!! Rafale, a moze i Ty zdobedziesz sie na odnowe jakiej wiezyczki lub domku??? Pozdrawiam Cie serdecznie:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o niewielkim baraku na własnym kawałku ziemi pomarzyć jedynie mogę. O takich budynkach jak ta wieża, czy wspomniany przez Ciebie dom nawet nie myślę. Jedyne, co robię, to podziwiam ich urok i zapał ludi, którzy decydują się na ich renowację, ratowanie, utrzymanie. Chociaż... sam zapał to chyba zbyt mało. Nawet pomijając względy finansowe trzeba to po prostu kochać. Podziwiam w tej kwestii Twoje dzieci Elisabeth. Dobrego dnia.

      Usuń