środa, 23 kwietnia 2014

Chevrolet Orlando...

Od pewnego czasu mam okazję dojeżdżać na zajęcia Chevroletem Orlando. Zasadniczo, gdyby nie ten fakt, to pewnie nie zwróciłbym uwagi na ten dziwny samochód. Producent nazywa go minivanem, lecz dla mnie wygląda jak napompowane kombi, które trąci nieco bulwarową terenówką. Zresztą, obecna stylistyka motoryzacyjna coraz częściej wymyka się wszelkim standardom. Rzadko kiedy mnie to urzeka.


Orlando na pewno robi wrażenie swoimi rozmiarami. Wyróżnia się wśród zaparkowanych obok pojazdów. Na tym chyba jednak jego atuty zewnętrzne się kończą. Tym bardziej, jeśli polakierowany jest na biało. Względy ekonomiczne pewnie o tym zadecydowały. Podobnie jak w przypadku wyposażenia wnętrza tego konkretnego egzemplarza. 

Jeśli chodzi o to drugie, to tutaj ujawnia się największa zaleta Chevroleta, czyli możliwość przewiezienia siedmiu osób. Słowa "przewiezienie" użyłem z premedytacją, gdyż nie wyobrażam sobie dłuższej podróży z kompletem na pokładzie. Trzy osoby na tylnej kanapie nie mają zbyt wiele przestrzeni. Osobiście, miast jechać w komplecie na tym miejscu wolę podróżować samemu na małym fotelu w bagażniku. Przestrzeni na szerokość i nad głową mam (przy wzroście 180 cm) wystarczająco. Brakuje jej jednak dla nóg. Na krótkim dystansie nie jest to jednak problem.

Jadąc w sześciu wystarcza nam jeszcze całkiem sporo miejsca na bagaż. Na przykład 60 litrów farby i kilka worków gipsu. Gdyby z tyłu usiadły dwie osoby, to bagażnik praktycznie znika. Miejsca pozostaje raptem na dwie aktówki. Tak czy inaczej, Orlando jest całkiem praktycznym pojazdem. Można w nim konfigurować ustawienie siedzeń według indywidualnych potrzeb, a uzyskiwana przestrzeń ładunkowa, jest płaska.

Pewnym mankamentem jest silnik. W "naszym" pojeździe ma on pojemność 1,8 litra i moc 140 koni mechanicznych. Na papierze nie wygląda to źle, jednak w praktyce, gdy okazuje się, że masa auta jest spora, a każdy z pasażerów swoje waży, to okazuje się on taczką o słabych osiągach. Doliczając hak holowniczy i przyczepę uzyskujemy w miarę estetycznego osiołka roboczego. Taka alternatywa dla osób, które nie chcą jeździć busem, choć rozmiary, prócz wysokości, mają podobne. No i cena. Ona również przemawia na korzyść Chevroleta.
texte par Raphaël, photo: www.chevrolet.pl 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz