poniedziałek, 27 października 2014

Październikowe po krzakach jeżdżenie...

W dniu wczorajszym wybrałem się na bardzo sympatyczną wycieczkę rowerową. Nic nadzwyczajnego z wyczynowego punktu widzenia, gdyż krótka była. Poza tym, lubię jeździć jak emeryt i to sprawia mnie największą frajdę. Żeby nie było, że mam coś do emerytów. To tylko takie moje powiedzenie, które często nijak ma się do rzeczywistości. Mam znajomego, który jest 30 lat starszy ode mnie, a miast dwunastu kilometrów robi 10 razy tyle.
W pierwszej kolejności udałem się nad jezioro Brzostek, nad którym nie byłem chyba ze 20 lat. I pomyśleć, że to tylko cztery kilometry. Akwen choć malutki jest ładniutki. Do tego malowniczo położony. Wokół oczywiście moje ukochane krzaki. Posiedziałem tam trochę, zrobiłem kilka zdjęć, wypaliłem fajka i pojechałem dalej.
  
  
  
Tym razem nad jeszcze bliższe i częściej przeze mnie odwiedzane jezioro Dębiniec. Żeby ciut więcej się poruszać objechałem je dokoła łapiąc za pośrednictwem oczu, fajne widoki, a dzięki uszom, odgłosy pyskatych kaczek. Było ich naprawdę sporo na wodzie. Nie wiem, czy miały jakiś zlot, naradę, czy inny wiec, ale tylu ich tam jeszcze nie widziałem. Nad Dębińcem wykonałem podobne czynności, co poprzednio i niespiesznie wróciłem do dom.
  
  
  
 
W sumie przejechałem ciut ponad 12 kilometrów w czasie 55 minut, ze średnią 13 km/h. Jak wspomniałem na początku, żaden wyczyn, ale za to jaki relaks! Bardzo lubię takie chwile i niespieszne ładowanie akumulatorów z dala od zgiełku, codzienności i problemów. Do tego jesienne krajobrazy, które bywają naprawdę urocze. Niestety zdjęcia słabe, bo komórek na nic więcej nie pozwala...
  
texte et photo par Raphaël

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz