poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Ketchup bez konserwantów...

Keczup se własny, taki ostatnio zrobiłem. To, że bez konserwantów jest chyba logiczne, bo mało kto posiada w domu te różne składniki zaczynające się od czarodziejskiego "E". Nie żebym bał się tej litery, bo większość produktów ją zawiera. Uczuleni na abecadło lekko niestety nie mają. Na pocieszenie powiem jednak, iż oglądałem program na temat konserwantów. Wynikało z niego, że w większości przypadków nie mają one wpływu na człowieka i to co się z nim dzieje. By było inaczej trza by te najbardziej szkodliwe mocno kumulować w codziennych racjach żywieniowych. W sumie ciekawy temat... Chyba pokuszę się kiedyś o jego rozwinięcie (zanotowałem). 
Wracając do keczupu, wykonałem go dlatego, że miałem taki kaprys. Po pierwszych doświadczeniach z kiszeniem ogórów jakoś polubiłem zaprawianie różnych dóbr i od czasu do czasu się w to bawię. Ale do rzeczy:
składnik główny jak nietrudno się domyślić stanowią pomidory (tutaj w ilości ok. trzech kilogramów)...
 należy je zniszczyć (w dowolny sposób, byle skutecznie)...
 wyszło tego sporo (więcej niż tu widać)...
 przecierając przez sito pozbyłem się niedoniszczonych, większych elementów. Drobne sito powinno również powstrzymać pestki. To nie ze wszystkimi sobie poradziło ale mnie to nie przeszkadza, trujące nie są...
 z cebulą (było ich pięć) postępujemy podobnie jak z tymi czerwonymi...
 dorzucamy do gara, mieszamy i gotujemy długo, niespiesznie, wytrwale...
 z gorczycą już gorsza sprawa, bo robotek wprawiał ją jedynie w tan...
 z pomocą przyszedł zatem moździerz, co po raz kolejny dowodzi, iż nowoczesność wcale nie jest taka wspaniała...
 do pełni szczęścia potrzeba jeszcze przypraw...
 przy okazji nadmienię, że zrobienie proszku z gorczycy wcale takie miłe, łatwe ni przyjemne nie jest...
 trza mieć również ocet...
 cukier...
 i sól (te małe, niebieskie chyba trzy wrzuciłem)...
 jak pomidory z cebulą odparują około połowę swej objętości...
 można je zlać w jedno i dodać wszystko, co wymieniłem powyżej. Następnie zamieszać i gotować jeszcze ok. 10 minut, do kwadransa max...
 teraz już wystarczy zapakować, zamknąć, odwrócić...
 i nakryć gałgankiem/pledzikiem, coby stygło powoli...
 na drugi dzień są już gotowe, zatem można jeden zostawić na bieżące potrzeby a resztę wynieść do chłodnej spiżarni, piwnicy, ziemianki, czy do pomieszczenia jakim Szanowni Telewidzowie dysponujecie. Z powyższej opowieści wynikło w sumie około dwóch litrów gotowego produktu...
Smacznego!

4 komentarze:

  1. Owszem, posiadasz w domu całą listę preparatów z "e"... Ale to nawet nie o to chodzi... Gazety goniąc sensację piszą, że w lodach znajduje się np trucizna na wszy- fakt, że jak ktoś bardziej obrzydliwy to w kibelku może skończyc, ale środek owszem jest trujący, ale dla wszy, dla człowieka nie... w każdym razie nie od razu :)
    Ale bóle stawów, wypadanie włosów, stan skóry i paznokci, wzdęty brzuch i jeszcze kilka innych "przyjemności" dotykających młodych ludzi to jest fakt, którego można uniknąc
    omijając chemię. Tylko komu się chce czytac o syndromie chińskiej restauracji ( glutaminian sodu) o ginących lasach tropikalnych ( rabunkowe pozyskiwanie oleju palmowego) i jeszcze wielu innych rzeczach... przecież frytki z paczki są takie pyszne...

    Dobra, bo mi źródełko słowotoku znów tu wybije ;)
    Jesteś niemal w moim wieku, więc z całą pewnością pamiętasz smak truskawek, całą masę innych smaków zapisanych gdzieś pod czaszką, których teraz niemożliwym się staje odtworzenie, z powodu braku produktów, z powodu nawyku sięgania po przetworzone żarcie...
    Na razie tyle :)

    Keczup super :)
    Też sobie zrobię, pomidory zaczynają miec ten właściwy, wygrzany słońcem smak i zapach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smaki pamiętam, owszem. Staram się jednak zanadto ich nie rozpamiętywać. Takich "rzeczy" z przeszłości są setki, jeśli nie tysiące. Gdybym miał nad każdą z nich ubolewać to byłbym jeszcze większym ponurakiem niż jestem...

      Usuń
  2. no no... taka żona w kuchni, to prawdziwy skarb!! :P
    mąż zresztą też może być... ;-D
    F.
    p.s.
    ja uwielbiam pomidory malinowe, ale nie mam pojęcia czy keczup z nich byłby dobry...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie lubię świeżych pomidorów, nie mam pojęcia dla czego, ale taki ketchupik mmm..;)

    OdpowiedzUsuń