piątek, 27 lipca 2018

Canon PowerShot SX 50 HS - test...

Na początek tego tekstu, chciałbym uświadomić nieświadomych, że jestem zwykłym amatorem. Nie mnie też oceniać, czy potrafię robić zdjęcia, ale bez wątpienia lubię. Głównie dla własnych potrzeb. Prywatnych, czyli w formie pamiątkowej i niekiedy zawodowych, by pokazać, com wykonał.
O tym, w jakich okolicznościach wszedłem w posiadanie Canona pisałem już tutaj >>. Od tamtej pory zrobiłem ponad 1000 zdjęć, zatem co nieco już wiem o tym sprzęcie. Aparat rozgryzłem dość szybko, bo ma fajne, intuicyjne menu. Przeskakiwanie przez różnorakie tryby zajmuje mi moment i w chwili obecnej, nie wymaga już namysłu.

A jest tego naprawdę sporo, bo sprzętem można pstrykać zarówno fajne makro, jak i korzystać z konkretnego zoom'u (x50). Przy odrobinie skupienia całkiem fajnie wychodzi zarówno architektura, jak i natura ożywiona. Z obiektami w ruchu też jakoś sobie radzimy. Małą namiastkę możliwości przedstawiam poniżej.

W skrócie - jestem bardzo, bardzo zadowolony z tego wyboru. A wady? Dostrzegam tylko taką, że jest duży w porównaniu z tym co miałem do tej pory. Dla człowieka, który lubi mieć aparat zawsze pod ręką - sporo za duży. Coś za coś jednak, bo jak wiadomo, miłość wymaga kompromisów. A nasza kwitnie w najlepsze.
 
 
 
 
 
 
 
texte et photo par Raphaël

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz