poniedziałek, 21 lipca 2014

Gdzie mam się wysikać?

Na takie właśnie pytanie próbowałem sam sobie w dniu dzisiejszym odpowiedzieć. Próbowałem bezskutecznie niestety, a zamierzony efekt osiągnąłem po około 45 minutach i ponad dwukilometrowym spacerze przez miasto. Od początku jednak...
Wróciłem autokarem z Warszawy i wysiadłem na Dworcu Głównym w Poznaniu. Na nowym dworcu! Łączy on w sobie funkcje komunikacyjne (pociągi, autokary, autobusy i nieopodal tramwaje) z użytkowymi, czyli galerią handlową. Jako typowy podróżny, który musi się przesiąść z jednego środka lokomocji na drugi wpadłem z nudów na pomysł, że się wysikam. Poszedłem zatem w okolice wejścia, którego zdjęcie widnieje powyżej, gdyż kojarzę tam toaletę. Oczywiście kojarzyłem bardzo dobrze, jednak nie wiedziałem, że jest ona płatna. Ups... 

Pomyślałem, że nic nie szkodzi, bo przeca jest tu również owa wspaniała galeria, a w takich handlowych molochach dostęp do WC jest powszechny. Całkiem wyluzowany szedłem sobie wśród tłumów i przybytków, które wcale mnie nie interesowały, aż dotarłem do celu. Okazało się jednak, że całość tworzył chyba ten sam pomysłowy człowiek, który zapewne nie ma problemów z prostatą, a na wszelki wypadek nosi w kieszeniach mnóstwo bilonu. Odbiłem się zatem ponownie od bramki, która oczekiwała ode mnie tego samego. 

Pierwsza myśl jaka przeszła mnie wtedy do głowy, to oscentacyjne oddanie moczu do pobliskiej fontanny. Powstrzymałem się jednak, gdyż z całą pewnością czynność ta spowodowała by konflikt z prawem, a tego chwilowo unikam. Przeszukałem w głowie dostępne możliwości pozbycia się ciążącego mnie balastu, lecz żadne ze znanych mnie miejsc nie jest ku temu stworzone, a zatem także nielegalne.

W związku z tym, że miałem sprawę do załatwienia w Starostwie Powiatowym postanowiłem się doń udać. Z "moczem na ramieniu" przemierzałem Poznań w nadziei, że doznam w końcu ulgi. Tym razem się udało. Pomysłodawca tamtejszych toalet nie był takim geniuszem i nie wpadł na pomysł zbijania kasy na czyimś cierpieniu.

Tak się w sumie zastanawiam, czy ja jestem popierniczony, ponieważ uważam, że mam prawo skorzystać z toalety nawet jako osoba nie posiadająca przy sobie pieniędzy? Czy to jest normalne, by czteroosobowa rodzina na zakupach musiała płacić za siusiu dzieci czy inne swoje czynności higieniczne? Każdy podróżny, który planuje przesiadkę w stolicy Wielkopolski musi zabezpieczyć się finansowo na wypadek problemów z żołądkiem? Może faktycznie jestem walnięty, ale uważam, że jest to jakaś paranoja.

Do tej pory zawsze udawało mnie się uniknąć płacenia mandatu za sikanie w miejscu publicznym i mam nadzieję, że tak będzie nadal. Póki toalety nie będą dostępne, nie widzę dla siebie innego rozwiązania...


texte et photo par Raphaël

5 komentarzy:

  1. Dobrze wiedzieć, dawno nie byłam w Poznaniu. Osz chytry naród co kasę ściąga za czynności fizjologiczne. :/ Co ma powiedzieć ktoś kogo nagle coś zaatakuje... zgroza. :/ Mimo wszystko my kobiety mamy przechlapane, musimy rozbierać cały tyłek do sikania, nie da się tego szybko schować. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. Generalnie Poznaniak uchodzi za oszczędnego ale w tym przypadku to faktycznie chytrość jest. Co do obnażania całego tyłka do sikania, to jest to jeden z powodów, dla których wybrałem bycie facetem...

      Usuń
  2. Dla pań już też coś wymyślono :) http://www.youtube.com/watch?v=p4nVheEcNWo

    OdpowiedzUsuń
  3. Poznań oszczędny? Chyba skąpe żydy (z brakiem dostępu do publicznej toalety ). Pozdro ADAS P.

    OdpowiedzUsuń