poniedziałek, 18 czerwca 2018

Malbork...

"Muszę gdzieś wyjechać z tego miasta, jutro" - coś mniej więcej takiego powiedziała moja Dziewczyna w sobotę i jak rzekła, tak się stało. Wymyśliła sobie Malbork, zatem trudno, pojechaliśmy. Trudno? Bo tam jak wiadomo nic w sumie nie ma. Może poza królem na koniu i tysiącami cegieł, które stanowią zamek.
 
Obeszliśmy go zatem zarówno wzdłuż, jak i wszerz, lecz bez wchodzenia do środka. A bo... jakoś nie przepadam za zwiedzaniem starych przybytków. A już na pewno nie z przewodnikiem, gdy spacer trawa od 3 do 3,5 godziny.
 
Poszliśmy sobie sami i przyznać muszę szczerze, że całkiem miło było. Tak ów zamek, jak i miasto, są fajne. Na spacer/wycieczkę, bo mieszkać bym tam nie chciał. Dla mnie, to albo miasto-miasto, albo wieś jako taka. Nie kręcą mnie na stałe połowiczne rozwiązania.
 
 
Oczywiście wbrew pozorom, do Malborka nic nie mam. Wszak nawet go nie znam, bo byłem tam jakąś chwilę. W sumie było miło, fajnie i całkiem ładnie. Napotkanych ludzi też odbieram dobrze. Jak chcesz pospacerować, to miasto polecam. Spokój i cisza i dużo zieleni. I jeszcze... dużo cegieł. A co bardzo ciekawe i inne - wśród nich, w bliskim sąsiedztwie, takie bloki zwykłe (których nie pokażę).
 
 
Czy jeszcze tam wrócę? Nie wydaje mnie się. Wracać wolę w krzaki, niż pod stare zamki. Po obejściu wszystkiego poszliśmy na dworzec, by udać się do Gdyni (ale o tym tutaj >>). A! I bym był zapomniał - ów dworzec, to mają naprawdę bardzo fajny.
 
 
 
texte et photo par Raphaël

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz